RSS
piątek, 19 sierpnia 2016

ano już... a tygrysy tak z dnia na dzień i dopiero dzisiaj sobie przypomniały, że dawno tu nie były

ale ze przebywaja ostatnio w swiecie rozrywek, z których ludzie uważających sie za dorosłych i powaznych wyrośli, to jakoś tak czas leci na kolorowankach, malowankach a ostatnio na wyklejaniu "diamencikami"

no w to ostatnie to tygrysy wsiąkły po całości

do tego doceniły zwięzłość mowy, czym sie jednak teraz nie wykażą, bo koło muszą zatoczyć

jak angielski sklep wysłał nie to, co trzeba (a raczej wpakował do tygrysiej paczki czyjąś jeszcze) to zanim tygrysy się z Anglikami dogadały to pożałowały, ze podeszły do sprawy uczciwie, czyli zamiast sobie paczkę cudzą przywłaszczyć to zgłosiły, ze ją otrzymały i pytały co z nią

a z Anglikami to się nie da, zgłosić i spytac, tam to trzeba, ą, ę, pełne zdania, best regards, po czym trzeba powtórzyc to samo człowiekowi, bo automat chciał tygrysom po raz drugi ich zamówienie wysłać zamiast odpowiedzieć, co mają zrobić z cudzym

i automat oczywiście zaprogramowany na ą, ę i best regards, epistołę wysyła po to, żeby się tłumok męczył z angielskim i dołował, że trzy lata ganiania po kursach wciąż nie daja efektów w postaci umiejętności swobodnej konwersacji o najnowszych technologiach kosmicznych

w rezultacie człowiek odpowiedział, że tygrysy mogą sobie zawartość wziąć, a oni temu drugiemu wyślą sami drugi raz, w paczce był blu-ray z "The Mission" co nienakoniecznie trafiło w tygrysi gust, ale może prędzej się na to chętny znajdzie, niż na jakies hardporno

chociaż, czy ja wiem...

za to jak sobie ubrdały zamówić obraz do wyklejania diamencikami o rozmiarach metra na ciut mniej, niż metr, a to podpadało u Chińczyków pod zamówienie specjalne, to napisały "chcę rozmiar ten i ten, jaka cena", Chińczyk odpisał cenę, tygrysy napisały, że ok, Chińczyk napisał ok, tygrysy kupiły, Chińczyk przerobił cenę, tygrysy zapłaciły, Chińczyk potwierdził zamówiony rozmiar w mailu o treści "size 100x80"

da się? bez best regards? da się...

wyrzutów sumienia na wydanie kupy kasy na wyklejanki tygrysy już nie miały, nie wiedzieć czemu człowiekowi zawsze najtrudniej na siebie wydać, na swoje przyjemności zwłaszcza - tygrysy się tego właśnie powoli oduczają, bo niby czemu kupienie prezentu komuś nie wprawia człowieka w poczucie marnowania pieniędzy tak, jak wprawia kupienie prezentu sobie?

zwłaszcza, że jak mus, to człowiek nic sobie nie tłumaczy i nie rozważa

tygrysy próbowały pchły wytępić, kupiły płyn, natarły sześć grzbietów, po czym cztery koty łaskawe były zrobić sobie przysługę i wylizały grzbiety wzajemnie, bez rozważań na temat ewentualnych kosztów tych uczynności

rezultat? cztery koty podtrute płynem na pchły, pchły żyją, bo wylizany płyn im nie zaszkodził, za to tygrysy miały dwa tygodnie jazdy z kotami na odtruwanie wątroby, podawanie tabletek i w perspektywie jeszcze mają za dwa tygodnie kolejną próbę odpchlania, tym razem u weterynarza i po kolei z pilnowaniem grzbietu

dobra okazja się po tych dwóch tygodniach trafiła do pracy nad poczuciem, że w uszczęśliwianiu siebie nic złego nie ma :D za mniej więcej jedną trzecią tego, co poszło na kocie wątroby będą mieć frajdę przez 3 miesiące przy wyklejaniu

13:58, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 czerwca 2016

tygrysy są aktualnie pochłonięte przez kolorowanki i mistrzostwa w piłce nożnej, ot, takie dziwne są, że je piłka interesuje

do tego stopnia i od tylu lat, że zauważyły w swoim kibicowaniu dziwną prawidłowość - jeśli oglądają mecz naszych, to im zawsze nałupią

więc jedynymi meczami (albowiem pozostałe śledzą na żywo) oglądanymi w powtórkach są z konieczności te polskie, a wyniki potwierdzają regułę

żeby się nie skusić i nie zapeszyć, wybrały sie dzisiaj (wczoraj właściwie...) z Dopiskiem do cyrku

tu retrospekcja, tygrysy cyrk uwielbiają od dziecka, przy czym niekoniecznie zwierzęta cyrkowe

chociaż nie wierzą w ich złe traktowanie, ileż trzeba czasu, zachodu i cierpliwości nauczyć zwierzę sztuczek? mnóstwo, a złym traktowaniem, głodzeniem i tłuczeniem batem niewiele by się zdziałało, co wie każdy, kto uczył psa podawać łapę -skoro okazanie drobnego niezadowolenia w trakcie kursu już kończy te marzenia, to mowy być nie może o gorszych rzeczach 

ale jakoś nie sa zwolennikami samego pomysłu zwierząt w cyrku, choćby i bardzo dobrze traktowanych, wolą ludzi

z braku własnych dzieci tygrysy dość często pożyczają cudze lub organizują wypady zbiorowe, i dawno dawno temu wybrały się z koleżanką i jej synem, tegorocznym maturzystą, więc pisząc "dawno" mają na myśli "dawno"

na widok słonia syn kolezanki zachwycił się i zapłonął chęcią posiadania takowego na własność, tygrysy zaczęły mu tłumaczyć, że takie zwierzątko dość dużo żre, co małego nie zraziło - tygrysy zaś próbowały go zrazić ilością tego, co taki słoń po jedzeniu na trawniku zostawia

mały nie wierzył, na co słoń się pięknie znalazł i pokazał, co potrafi - poszedł na całość, w związku z czym ludzie siedzący na ekskluzywnych miejscach w loży wyglądali jak przegrani w przeciąganiu liny nad pryzmą obornika

"ciotka, masz rację, nie chcę słonia!" doleciało z boku

serce tygrysom zadrżało na widok trzech słoni dzisiaj, trauma to jednak trauma... zwłaszcza po tym, jak pięć minut po rozpoczęciu przedstawienia wysłały raport rodzicom Dopiska o treści "konie zasrały arenę, a klaun wystraszył młodego" - bo i to prawda była, dość niefortunnie się zaczęło, klaun się spoufalał, młody prysnął miedzy krzesełka, tygrysy za nim jak łanie zadziwione własną szybkością

nie lubię klaunów, ten w dodatku wyłudził pięć dych za zdjęcie, gdzie tygrysy wyglądają jak pijane, a młody ma oczy jak kameleon, bo trzyma go za rękę ów klaun

na kominek sie nie nadaje, ale do pośmiania się to zdjęcie jest wspaniałe

w przerwie tygrysy zostały zmuszone do odwiedzenia toalety męskiej, po raz pierwszy w życiu, ale młody gnany przez naturę i poczucie przynależności popruł za innymi chlopami, zanim się reszta wycieczki zdążyła w znaczkach rozeznać - tygrysy wytłumaczyły, że mały facet to jednak facet i po damskich go ciągać nie będę

panowie stojący w kolejce wykazali się zrozumieniem

po przerwie do tygrysich wspomnień o cyrkowych niespodziankach (fakir z porżniętymi plecami jest na pierwszym miejscu) doszedł upadek woltyżerki - upadła ona z wysokości jakichś pięciu metrów (stała na plecach drugiego, a on na koniu), upadł asekurator z liną, która mu nogi podcięła, upadł pomocnik prowadzący konia

szczęściem koń nie upadł, bo by chyba się gorzej dla wszystkich skończyło, niż plamą na honorze...

a teraz tygrysy siedzą z oczami zapuchniętymi, bo zapomniały się upewnić, czy w cyrku nie ma słoni - i nie o traumę chodzi,  a o uczulenie

jak to powiedział alergolog "no ma pani szczęście, że jest na słonia uczulona, w naszej szerokości geograficznej gorzej mieć alergię na kota" - tylko niestety bardzo łatwo z powodu tej rarytności alergenu o nim zapomnieć

ale oczywiście, niech no tylko jakiś cyrk przyjedzie, to tygrysy i tak polezą, bo fajnie było :)

02:22, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 maja 2016

miesiąc tygrysy milczały? być nie może...

w sumie wszystko jak było, koty rzygają, pies cwaniaczy, dwa i pół kilo wróciło

to ostatnie tygrysom lekko ciśnienie podniosło, w związku z czym zawzięły się i marchewkę z kurczakiem twardo użytkują, wygląda, że to co wróciło poszło z powrotem do ludzi

ale reszta ani drgnie, w dodatku dziwną tendencję tygrysy zauważyły u siebie, w związku z czym przyczaiły się po solidnej kolacji na glukometr Homolki, zmierzyły cukier i okazało się, iż balansują na dolnej granicy (po jedzeniu)

niech mi jeszcze jakiś łapiduch wspomni o genach, to go poproszę o wytłumaczenie, jakim cudem grube dziecko dwóch cukrzyków przez ponad czterdzieści lat nie dośc, że sie cukrzycy nie dorobiło, to wręcz przeciwnie ma ów cukier za niski

w teorii powinnam kupić jakieś żelki i je mieć przy sobie, bo owo dziwne coś to powtarzające się notorycznie prawiegibnięcie do poziomu

kłopot w tym, że żelki długo by nie przetrwały... tygrysy to psy na żelki... a cukierków nie lubią :/

w pracy wesolutko, po ostatnich dwóch dniach tygrysy doszły do przekonania, że rozumieją co czuł Stworek w Harrym Potterze, kiedy dzierżąc mosiężną patelnię po tym jak zdzielił nią przez łeb Mundungusa prosił Harry'ego "może jeszcze raz, tak na szczęście, sir..."

nie ma to jak usłyszeć od kogoś (kto jest tak zawalony robotą, że w tym zawaleniu i przyglądaniu się nie przyjdzie mu do głowy, że najprostszy sposób na to zjawisko to coś zrobić), że się nic nie robi z podtekstem o psim obowiązku pomagania innym

do tego siedzą sobie tygrysy w domu przed tv, a tu pyk i tv nie działa - no tv jak tv, ale razem z nią pykła również zamrażarka wypchana, a jakże, marchewką

jakoś nie uśmiechało sie tygrysom ani zeżarcie naraz tej ilości rozmarzającej marchwi, ani jej wyrzucanie, więc podniosły lament po rodzinie, przyjechał kuzyn i wytłumaczył tygrysom, że fazy nie mają, czyli instalacja ok

tygrysy fazy od obwodu raczej nie odróżniają, więc się ulitował i przełożył na tygrysi mówiąc, że jak się nie będzie palić jedno z trzech światełek (czerwone, pomarańczowe i zielone) to znaczy, że awaria nie w domu a na słupie

no i to ludzkie tłumaczenie było... jakoś na stare lata mi się nie chce wydziału elektrycznego kończyć, a dotąd moja wiedza na temat odłączonego tv była wystarczająca - bezpiecznik trzeba było podnieśc... a nie światełka jakieś.. na słupie...

do tego od groma pomysłów tygrysy mają, tylko z realizacją trudniej :/ maj się zaczął, a maj parszywy mimo, że najpiękniejszy na świecie, najukochańszy i wyczekiwany cały rok - nie dość, że alergia, to wtedy jakoś wszystko nie idzie jak powinno :/

Dopisek dzisiaj zaimponował tygrysom, kiedy podpuszczony przez nie (niedowierzające) na parkingu pod przedszkolem bez trudu odnalazł ich samochód, w dodatku rozpoznał go po tylnej klapie

zważywszy fakt, że tygrysy kiedyś same nie rozpoznały mamuta pod marketem (bo zwykle uświniony, a wtedy wyjątkowo umyty był i nie zwróciły uwagi szukając najbrudniejszego) to odnalezienie samochodu widzianego kilka razy w życiu przez dwuipółlatka naprawdę zrobiło na nich wrażenie

on nas kiedyś wszystkich sprzeda, i mamę i tatę, i ciocię z jej mamutem... 

22:31, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 kwietnia 2016

jakiś czas temu (a może i tygrysy już o tym pisały nawet) Homolka z Bratankiem swem w kuchni siedzieli, a Sonia się wydzierała koło szafki - próbowali ją wypytać ewentualnie uciszyć, wszystko o trzy tony donosniej

w końcu tygrysom się znudził cyrk, poszły na dół po dentastixa, wręczyły psu i wyjaśniły o pięć oktaw donośniej, że nie rozumieją, jak można nie rozumieć, że skoro pies  się wydziera koło szafki w kuchni to chce dentastixa leżacego piętro niżej na szafce pod lustrem

dawniej dentastixy były w kuchni składowane i pies dobrze tłumaczył, że chce to, co tu kiedyś leżało 

dygresja się nasunęła po tym, jak dzisiaj Homolka mało zlewu nie wyrwał próbując zrozumieć, czemu Sonia na niego skacze

na zlew znaczy

miał zdaje się plan wyrwać i podetkac jej pod pysk w celu udowodnienia, że nic w nim nie ma

w zlewie, rzecz jasna

szcześciem tygrysy zdążyły na porę, jeno się rozejrzały i na pytanie "muchę łapiesz?" zobaczyły w oczach psa wyraźną ulgę stworzenia zrozumianego, po czym pies odwrócił się do Homolki, ale w oczach ponoć  już miał bezgraniczną pogardę

poza tym wiosna, ulubiona i wyczekiwana pora roku tygrysów, i to pomimo pyłków 

na pewno wiosna, ptaki już przerobiły nieszczęsnego mamuta na szalet, wierzbisko wypyliło o mało nie zadusiwszy tygrysów, a naród generalnie pozbył się ubrań wierzchnich

niektórzy nawet bardziej, niż by chcieli i się spodziewali

jadą sobie tygrysy edukować się w języku wyspiarzy i po drodze, na pasach, zatrzymują się, co by kurturarnie przechodniów przepuścić

przechodniami była matka z dwójką dzieci na rowerkach, dzieci śmignęły gubiąc odzież, matka...

moment jeszcze - dawno dawno temu tygrysy zobaczyły zdjęcie tyłu grubej baby, która po coś się schyla, przekreślone na czerwono z podpisem NIE - traumę ów widok w tygrysach (będących grubą babą) wywołał tak wielką, że nawet na rozbitym kolanie nie schylają się po nic, tylko przykucają

wracając do matki - no nie widziała najwyraźniej tego zdjęcia... ale nie w tym problem w sumie, rozmiarem była normalna

miała na sobie krótką kurtkę i spodnie biodrówki - to drugie rzeczywiście miała, do chwili, kiedy się schyliła, bo przy tej czynności zjechały jej tak, że  dzięki starannemu przewietrzeniu pewnych okolic nie musiała się już tego dnia myć

z siedem samochodow stało wokól ronda, pokaz właściwie został oszczędzony jednemu, reszta zaś jakoś nie od razu ruszyła i nikt nawet nie trąbnął, wszyscy się jednakowo chyba musieli otrząsnąć, kiedy do każdego wreszcie dotarło co zobaczył

no bo zaskoczyło to trochę każdego

zważywszy, że jak ostatnio w pracy facet nam gaśnice wymieniał i z czterech osób tylko jedna stała przodem do niego i oczywiście były to tygrysy to doprawdy rzadkie tej wiosny szczęście mam...

01:42, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 kwietnia 2016

tygrysy właśnie dostały głupawki, koty siedzą rzędem na parapecie z uszami jak u jastrzębi, Sonia wydziera się w ciemność za oknem, a stary Homolka mamrocze coś o tym, że walka komunistów z ciemnotą niewielki efekt przyniosła

no bo w chwili, kiedy o 21.37 nad pogrązonym w ciemności osiedlem rozległ się donośny głos Papieża, to fakt, aż ciarki poszły, bo wrażenie bez dwóch zdań było porażające

ale to, co nastąpiło potem...

potem poleciała Barka w wersji sacro polo

potem poleciała Barka w wykonaniu Krawczyka

potem, nie, nie trzecia Barka i może szkoda, bo Quantanamera z  tekstem religijnym 

potem coś, co nadawałoby się na sentymentalny piewszy taniec, o Matce Boskiej tym razem

i Barka ponownie

i ponownie słowa Papieża

i Barka w wykonaniu Krawczyka

i jakieś dwie sacro polo, tygrysy nie rozpoznały dokładnie, bo Sonia albo uznała, że jest innego wyznania, albo, że woli inny gatunek muzyki, bo postanowiła zagłuszyć szczekaniem

ufff, chyba koniec, po godzinie przeglądu wykonań Barki...

miało byc podniośle, i było nawet

do pierwszej Barki... potem to już był kabaret

22:25, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 marca 2016

tygrysy kaszląc i prychając wróciły do pracy

i dzisiaj zbierając się do wyjścia usłyszały rumor, pognały więc na górę sprawdzić, czy przypadkiem kot Lucek nie wywalił (jak wczoraj) nagrywarki wraz z dekoderem na podłogę

tygrysy nawyzywały wczoraj Lucka za to i to było wszystko, na co je było stać w ramach pedagogiki - zresztą z racji niesprawnego gardła długo to nie trwało

rumor tym razem nie był spowodowany upadkiem nagrywarki, a porządkami, jakie Lucek robił w szafie starego Homolki, wywalał własnie wieszaki na stertę uprzednio wyrzuconych krawatów

pożałowały tygrysy gardła i tylko kazały kotu wyjśc i zamknęły szafę

(systemu układania krawatów nie znały, więc pozostawiły temat właścicielowi szafy)

i wyszły, złapawszy torbę, po czym już w samochodzie poczuły, że coś mocno śmierdzi - śmierdziała kierownica, obie ręce tygrysów, a wszystko spowodował kontakt z obszczaną torbą

nie ma co robić zwierzęciu afery później, niż dwie minuty po zajściu, bo ponoć nie skojarzy, w czym rzecz, wywaliły tygrysy torbę i po balu

 wróciły do domu, popatrzyły jak stary Homolka wygraża Luckowi pięścią i w pierwszej chwili myślały, że o szafę chodzi - ale nie, chodziło o to, że był gość i o mało co nie został poczęstowany ciastkami w otwartego pudełka

które uprzednio Lucek potraktował jak torbę... coś mu się chyba w marcu nasiliło znakowanie terenu, zwykle takich rzeczy nie robi

i tak w tej złości wzbierającej gdzieś pod rozbawieniem (no cóż, przyznaję, że może to obrzydliwe, ale mnie rozśmieszyło i tak) już mi się ręka do Luckowego grzbietu wyciągała, kiedy zobaczyłam jak pazury ostrzy na oparciu fotela - i przypomniałam go sobie takiego ciężko chorego

i potem sobie wyobraziłam, jak niewiele brakowało, żeby mi tej torby już nie miał kto oszczać ani fotela niszczyć i już wredne bydlę było u mnie na rękach i mruczeliśmy oboje

nie nadaję się do wychowywania lucków...

21:17, mojetygrysy
Link Komentarze (2) »
sobota, 05 marca 2016

już nikt tygrysów nie przekona do robienia porządku

tygrysy jako skrajne bałaganiarze najlepiej się czują mając swoje rzeczy na jednym wielkim stosie, co kłóci się z ogólnie przyjętymi normami porządku

jest to jeden z powodów (wielu), dla których nie lubią gości - w oczach gości porządnych pojawia się tak wielki wyraz dezaprobaty, że jedyne co tygrysy mają chęć zrobić to powiedzieć "nie podoba się, won do siebie"

bo psiakrenc w imię czego tygrysy mają mieć w domu tak, jak inni chcą, żeby miały?

no ale ponieważ w ilości ciuchów zgromadzonych w łazience nie umiały się ostatnio odnaleźć (argument przeciwko chudnięciu), bo chudsze rzeczy były pod spodem tych dużych postanowiły zmierzyć się z hałdą i ją rozkopały

planując przy okiazji wypranie, przejrzenie, a po odgruzowaniu odmalowanie łazienki i wymianę lampy

tak na spokojnie

po ruszeniu hałdy ciuchów, która spuchła po tej operacji trzykrotnie pralka po włączeniu wyszła na środek łazienki gubiąc przy okazji połowę przerdzewiałej obudowy i tłumacząc tygrysom, że po 23 latach prania ona już ma dość

trzymała się dotąd nie mogąc się ruszyć z bałaganu...

tygrysy wyobrażając sobie konieczność wpuszczenia kogokolwiek do łazienki zajętej przez spuchnięte po ruszeniu ciuchy, co by pralkę zabrał, a nową wstawił bezlitośnie wkopały pralkę na stare miejsce, podparły tu i ówdzie starymi butami w ramach poziomowania (o mało co nie użynając sobie przy tym palca wskazującego) i piorą zajadle dalej

pilnują tylko, żeby nikt się po łazience nie kręcił w trakcie prania i kopa prądem nie zarobił zgarniają co większe kawałki rdzy i zmniejszają hałdę dziwując się, jakie to fajne rzeczy się w niej znajdują (skleroza nierzadko sprawia, że człowiek ma wieczne wizyty Mikołaja przy przeglądaniu własnych rzeczy)

i weź tu teraz wymień pralkę działającą na pokrętło i cztery guziki - dwa lata świetlne w dziedzinie wynalazków dzielą ją od tych elektronicznych fortepianów, gdzie gaci jedwabnych z bawełnianymi sie nie wrzuci, bo nie kolor i temperatura prania decydują o programie, a rodzaj tkaniny też

na parapecie leży druga hałda i tygrysy się zastanawiają, czy jak ją ruszą, to czy okno im nie wyleci... bałagan ma jednak swoje dobre strony

do tego stary Homolka słysząc o tygrysich planach odmalowania sufitu ożywił się w temacie zaproszenia fachowca, na co tygrysy ożywiły się jeszcze bardziej 

bo nie po to się wzięły za porządki, żeby nie móc przez trzy miesiące na Victorii posiedzieć a potem ją wymieniać, kiedy fachowiec ją znowu zapaskudzi wylewaniem do niej resztek farby

nie mówiąc już o tym, że do wymiany jest lampa. dopiero co mało wylewu ze złości nie dostały, kiedy złota rączka w kuchni się do lampy dobrał

o co ja to ruszałam, prościej by było nowe ciuchy kupić i rzucić na szczyt...

12:56, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2016

czasem niewiele potrzeba, żeby uważać, że ma się wszystko - tygrysy poczuły, że nic im więcej do szczęścia nie trza, kiedy patrzyły na Lucka leżacego na plecach i podrzucającego łapami zieloną gumkę

kilka dni temu myślały, że już po nim, a dzisiaj mało nie skichały się z radości, bo kot się bawi gumką

a co za tym idzie, zamiast samych szarych wspomnień ogromną falą napłynęły te wesolutkie, i tygrysy co chwilę same do siebie się chichrają, bo im coś z odmętów mózgu wypływa

u weta na podwórku przypomniały sobie na ten przykład, jak to kiedyś na podwórze wkroczyła pani pytając "weteryniarz to tu?", a dowiedziawszy się, że dobrze trafiła wróciła na ulicę i na cały regulator krzyknęła "TU! WJEŻDŻAJ! TU WJEŻDŻAJ!!! NO WJEŻDŻAJ, OŚLE PIERDOLONY!!!"

bo mąż w samochodzie na ulicy czekał, a ona właściwej bramy szukała... a tygrysom sie to czasem przypomina i rozśmiesza niezmiennie

w ramach chorowania między 10.30 a 15.30 tygrysy były dzisiaj u weta dwukrotnie, potem w dwóch sklepach, potem do pracy wjechały, potem pojechały do jednego wydziału urzędu miasta, potem do drugiego wydziału, potem wróciły do pracy poczekać na kuriera z paczką, następnie pojechały wypakować torby z mamuta i wnieśc je po schodach (trzy torby o łącznej wadzie 50 kilo), a potem pojechały do domu zahaczając o paczkomat

miały w planie umyć mamuta, ale nie wiedzieć czemu im się odechciało -może perspektywa wieszania prania, robienia żarcia psu, a kotu inhalacji je tak rozleniwiła...

i se choruję...

21:47, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 lutego 2016

jakby tak wstecz poczytac tego bloga, to połowa jest o kocim rzyganiu - nudne życie ludzia, w którym z monotonii wyrywa go takie coś jako warte odnotowania... 

Lucuś zawieziony do weta po tym jak wczoraj pojadł, popił i po wycieczce do kuwety wrócił o własnych siłach zamiast siedzieć i czekać, aż się go znajdzie i zaniesie do łózeczka usłyszał, że wygląda na to, że można zacząc być dobrej myśli

bo ostatnie dni i noce upływały mi głownie na wzywaniu wszystkich świętych, żeby mojemu kotu pomogli i nadziei, że usłyszą

Frycek wyraźnie zazdrosny o Lucka mocno się nastarał, żeby się zarazić - zawiozłam go po południu ufając, że mimo starań mu się nie udało

na wszelki wypadek kontener zakichany przez Lucka został wyszorowany szarym mydłem, wyściółka wrzucona do prania i włożony czysty ręcznik

okazało się u weta, że starania Frycka przyniosły efekt, do tego Finka zabrana do kontroli takoż wyszła z diagnozą "zaczyna się"

z tym, że one na dwór nie wychodzą, to może przejdą łagodniej, niż Lucek, który się dodatkowo przeziębił

Frycek w drodze powrotnej puścił pawia w kontenerek (warto było myć...), po wyjściu poprawił trzy razy na podłogę (też świeżo umytą), po czym przemyślał sprawę, ocenił arsenał, poszedł na parapet napić sie wody i finale grande poszło z parapetu

po czym wyraźnie zadowolony zajął honorowe miejsce na kolanach ludzia, należne najbardziej choremu kotu, leży, mruczy i jest CHORY i WAŻNY

a ludź o czym ma pisać, skoro nie ma czasu na nic poza ganianiem nad zagrypionym stadem i popatrywaniem jeno z daleka na nici, koraliki, papierki, kredki... nawet nie mam kiedy spać, o własnym wychorowaniu się to już w ogóle zapomniałam

po oporządzeniu stada żywnościowo i zrobieniu kotom trzem inhalacji tygrysy zasiadły o dwudziestej drugiej przed tv bawiły się pilotem, co świadczy o totalnym odmóżdżeniu - tygrysy bowiem używają programu tv i przełączają na to, co znalazły

znudziło się pstrykac, bo nic nie było, uznały, że poszukają jednak po swojemu

tymczasem na kanale przypadkowo włączonym jakiś program leciał niewiadomojaki i tygrysy usłyszały zdanie "nikt nie daje dupy przez kamerkę" - głębokie...nieprawdaż? takie rzeczy lecą w tv i takie rzeczy tygrysy dotąd przeoczały posługując się programem, gdzie zwykle upolowywały jakiś film

I JA NIE MAM CZASU NA NICI, KORALIKI, PAPIERKI - a jakieś bezmózgowce mają czas na tracenie go przy gapieniu się na wywiady z internetowymi panienkami??? no bo dla kogoś te programy powstają

zgroza... a to dopiero dwudziesta druga, co też się może dziać później w tv to jakem starsza pani chyba wolę nie wiedzieć...

00:11, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 lutego 2016

Pan Lew był raz chory i leżał w łózeczku

i przyszedł Pan Doktor - Jak się masz, koteczku?

Źle bardzo, lecz teraz na obiad jest pora

rzekł Lew rozżalony i pożarł doktora.

 

Całą noc z życiorysu wczorajszą wyrwała mi rzygająca Śnieżka. Już drugiego dnia weterynarze straty w ludziach liczyli, bo Snieżka wróciła po badaniu z etykietką "waleczna", a weterynarz z poryzianym palcem. Rzygać nie rzyga, za to jest na ścisłej diecie - siłą rzeczy pozostałe też, o co są złe i mają do mnie pretensje.

Dzisiejszą noc spędziłam nad zakatarzonym Luckiem. Ogrzewałam mu poduszką elektryczną koc, rozwieszałam mokre ręczniki, cudowałam próbując zrobić mu inhalację. Następnie przeczytałam, że nie wolno kotu robić inhalacji olejkami i przeszło mi od razu przez głowę "zabiłam kota" i w nerwach olejek wyrzuciłam. Kot tymczasem pokichał, poprychał, nawet się przespał.

Rano pojechaliśmy do weta, kotu się dostała inhalacja, wrócił do domu, pojechałam do miasta po nowy olejek (bo podobno g... prawda z tym zabijaniem kota i dobrze zrobiłam). Znalazłam kota siedzącego na kiblu i ledwo zipiącego. Czy szukał lepszego powietrza czy mnie, nie mam pojęcia. Zawlokłam go do weta drugi raz, ten trochę mnie uspokoił twierdząc, że tragicznie wygląda, ale z gorszych się stanów udawało kotom wyjść.

Aktualnie Lucek siedzi w kontenerku, z którego nie chciał wyjść. Kontenerek stoi przy kaloryferze, na kaloryferze suszą się poprane wczoraj wszelakie ścierki i ręczniki, z kontenera dochodzi kichanie. Jak kicha to ponoć dobrze, bo wykicha to, co by mu zaległo i dusiło. Tym co za głeboko do kontenerka zajrzeli dostało się po pysku. Zagladam z bezpiecznej odległości.

I tak se choruję w najlepsze... Wiatr pod sklepem wsadził mnie z powrotem do samochodu. Jak sobie te chude radzą w porywach, to nie wiem. Na obecnej diecie się długo nie dowiem, bo z powodu zmiany smaku jedyne, co mi wchodzi i nie smakuje gumofilcem to kanapki z serem i majonezem oraz makaron z sosem grzybowym. I lody...

16:21, mojetygrysy
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Pomóż ratować tygrysy