RSS
czwartek, 18 lutego 2016

jeśli tygrysy mają dziewięć żyć, to chyba od zeszłego tygodnia jedno mniej im zostało - doliczywszy poprzednie zajścia to trzecie zużyte (albo i czwarte, jeśli Anioł Stróż się wkurzył i zakablował o jeździe na czołowe po tym, jak się wtedy narobił)

jak tygrysy obaliło dwa tygodnie temu, tak ledwo łażą - ścięła je grypa na cały weekend, a jak ustąpiła, to się zaczął serial "Gronkowiec 58.Przebudzenie mocy". 

a że z psem to sobie można u nas jechać o każdej porze dnia i nocy, to tym większy wnerw bierze tygrysy, które muszą chore wstać o szóstej rano po to, żeby o siódmej rano być dziewiąte w kolejce do rejestracji i rodzinnego

która to rejestracja otwiera sie o siódmej trzydzieści, a lekarz przyjmuje od ósmej trzydzieści

tak więc dzisiaj tygrysy już o dziewiątej mogły wyjść z przychodni z przedłużonym l4 (wczoraj sie nie załapały na numerki), po czym zawlec do weta Lucka, który poprzedniego dnia sobie poszedł na dwór na wiatr, wrócił po dwóch godzinach - po czym rzygnął jak gargulec i siedział nad swoim dziełem nie mając siły rozprostować gorących uszu

po przywiezieniu Lucka tygrysy przepakowały kontener i zawiozły Bezika, który rozłożył się na kocią grypę równo z tygrysami - razem jechać nie mogli, bo po pierwsze tygrysy mają jeden kontener na dużego kota i jeden na małego,a  rozchorowały się oba duże, po drugie by dwóch cielaków nie uniosły, po trzecie jeśli jeden jechałby z przodu a drugi z tyłu, to by ten z tyłu wył, że niesprawiedliwe, że nie on koło ludzia jedzie i nie może się miziać

a sprawiedliwe ustawienie obu z tyłu spowodowałoby bójkę przez kraty

po przywiezieniu Bezika tygrysy mogły już w południe pojechać po zakupy, następnie zrobić żreć psu i od pierwszej do czwartej sobie pochorowały pod kocem

i to po raz pierwszy od tygodnia im sie taki luksus trafił

a teraz siedzą jak głupie, bo nic gorszego, niż zasnąć w środku dnia, to jakby w łeb dostać...

do tego straciły węch na tyle, że wszystko im jedzie spalenizną , nie mówiąc o tym, że wszystko smakuje jak ukiszone 

ale ducha nie tracą

toż jeszcze kilka żyć im zostało...

19:14, mojetygrysy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 stycznia 2016

tygrysy o swoim zamiłowaniu do golfów wspominały - zasadniczo nawet letnie bluzki w większości zaopatrzone są w golf

podświadomość cy cuś?

bo po raz kolejny okazało się, że podświadomie mniej lub bardziej chronią szyję - co i tak się nie udało w obliczu niedziałającego pieca, biurka w pracy w przeciągu i nawiewu włączonego przez zenka (kierowcę wycieczki w stanie zen tygrysy mają na myśli)

kiedy już odporne dość na różne dolegliwości tygrysy poczuły, że nie dają rady, nawiedziły masażystę - okazało się, że zawianie, stan zapalny, tradycyjny skręt szyi i ogólnie "omatkoboska" jak wyraził się masażysta po obadaniu tygrysiego karku

a potem zdziwko - co prawda pierwsze wrażenie, jakby ktoś kijem ze cztery razy przywalił, ale kiedy puściło to tygrysy dotąd zgęziałe, osowiałe i smętne uprały koce, pozwijały wełnę, poprzenosiły kupę książek i to wszystko w jeden dzień

a już dzisiaj w szoku były, bo nie pamiętały, kiedy ostatni raz przy zmianie pasa mogły w prawe lusterko spojrzeć bez przechylania się na bok

czyżby to być mogło, że to nie lenistwo tygrysy wcale ogarnęło, a jedynie nieuświadomiona długotrwała niedyspozycja pozbawiła je sił witalnych i chęci do działania?

nooo, dobrze by było... teraz skaczą i fruwają, zaopatrzone pod golfem w dodatkowy szalik :D

Siostrzanka Starsza umyśliła, żeby w góry pojechać z Dopiskiem, bo młody sobie chociaż na śnieg popatrzy - teraz na samą myśl, że za tydzień zobaczą jeszcze więcej śniegu tygrysom robi się na uszach gęsia skóra z obrzydzenia

tygrysy chcą wiosnę (z pełną świadomością, że to miłość nieodwzajemniona i będą kichać, prychać i się dusić), wyczekują lata i upałów, w które wygrzeją sobie kark owinięty golfem - tymczasem czeka je przygoda z PKP

rozkład wygląda bardziej optymistycznie, niż wleczenie się mamutem przez śnieżyce i zamiecie - w praktyce jednak tygrysy po swoich doświadczeniach z PKP planują zaopatrzyć się w ciepłe gacie na drogę na wypadek niegrzania

w dodatku łatwozdejmowalne na wypadek przegrzania pociągu

a i tak pewnie okaże się, że będą zaskoczone po drodze...

 

00:19, mojetygrysy
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 stycznia 2016

właśnie mój kuzyn mając serwisanta na telefonie grzebie w piecu - serwisant jakoś wciąż nie przyjeżdża osobiście, po tym  co ode mnie usłyszał poprzednio w sumie trudno mu się dziwić

podobnież przyczyna namierzona

ów piec, który miał być o niebo oszczędniejszy od poprzedniej poczciwiny buderusa na ropę został ponoć ustawiony tak, że kiedy sam nie daje rady, to buderus ma go wspomóc

i wszystko jest ok, póki nie ma mrozu, piec radę daje, a jakże, ale jak się mróz pojawia... hoho... jak sie pojawia...

to wtedy piecowi zamarza wiatraczek od odprowadzania pary wodnej - normalne, mróz to zamarza... ale on podobniez zamarzniętego wiatraczka mieć nie lubi, więc odłącza ogrzewanie wody i kaloryfery na rzecz półtoragodzinnego odmrażania wiatraczka

po czym przez pól godziny po odmrożeniu przywraca sobie ustawienia grzania wody i kaloryferów, papierki rozkłada, kawkę robi itd. poczciwy kochany buderus w tym czasie dzielnie grzeje paląc ropę jak dawniej

przez te pól godziny przywracania ustawień wiatraczek zamarza znowu, więc znowu póltorej godziny odmrażania, a buderus na ropę...

im większy mróz tym wiatraczek trudniej odmrozić, więc w mróz największy piec absolutnie ma głowy do grzania domu, bo jest zajęty chuchaniem na swój wiatraczek - nawet na kawkę nie ma czasu

i wszystko byłoby dobrze, jak objaśnił serwisant, gdyby (no oczywiście, że nasza wina) buderusowi nie skończyła się ropa! bo nieszczęsny piec próbując uruchomić buderusa bez ropy przepalał bezpiecznik buderusowi, bezpiecznik sobie, czasem nawet i bezpiecznik główny i nawet wiatraczka nie mógł spokojnie sobie odmrażać

o odmrażaniu właścicieli to już nawet mowy nie było, piec stoi zajmując się w kółko swoim (!@#$%^&*(*^%$# jego mać) wiatraczkiem, na jakieś tam grzanie domu czasu nie ma - więc nie wiem w czym jest tańszy od buderusa, który zuzywa tyle ropy co poprzednio a dochodzą do tego koszty prądu zużywane na odmrażanie wiatraczka

po tych tłumaczeniach ostatecznie zrozumiałam, że serwisant miał pełne prawo zakładać, że jeśli pojawi się tu osobiście i spróbuje tygrysom z przemarzniętym barkiem i jak się okazało zawianym uchem opowiadać o wiatraczku to może wyjść stąd z tym wiatraczkiem w...

posłańca-kuzyna przecież nikt nie zastrzeli...

16:27, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 stycznia 2016

się tygrysy wybrały na wycieczkę do teatru

dziwowały się na równi ze wszystkimi uczestnikami, na cóż kierowcy cztery godziny na przejechanie 200 km autostradą, ale cóż było zrobić, stawiły się i wsiadły pocieszywszy się, że myliły się przypuszczając, że ich mamut jest najbardziej uświnionym pojazdem we wszechświecie - mamut bowiem ma regularnie przecierane tablice rejestracyjne

cztery godziny na dojazd dość szybko stopniały, kiedy to GPS ustawiony przez kierowcę wywiozł nas na szczęście nie w bagno, ale w leśne okolice podstoliczne, Jana Pawła w Warszawie, czy Jana Pawła w Wesołej, ojtam, ojtam... no on widział, że coś nie pasuje, ale dzielnie brnął w Starą Miłosną - jak przystało na pełnej krwi chłopa ze stalowymi jajami, co to za nic nie powie "chyba coś źle robię"

dotarliśmy wreszcie do Arkadii, gdzie mieliśmy w planach mieć czas wolny na obiad, jako, że  z dwóch godzin na to przeznaczonych zrobiła się niecała jedna rozbiegliśmy się stresując obsługę wszelakich lokali gastronomicznych, że nam się śpieszy

po czym stawiliśmy się w umówionym z kierowcą miejscu, dziwując się, że go nie ma

po czym po kilku minutach zobaczyliśmy go, jak jedzie przeciwnym pasem, mieliśmy nawet plan przebiec jak zwierzyna leśna w miejscu zakazanym, ale uznaliśmy, że lepiej niech jemu walną mandat za zawracanie niedozwolone, niż nam za łażenie po dwupasmowych ulicach - machnął przyjaźnie, że zawróci i wróci

i znikł

wizja pojawienia się na sali teatru jak grupa rodem z anegdoty o błędnych rycerzach przybliżała się z każdą minutą, jednak po półgodzinie autokar wreszcie podjechał

ci, którzy mieli plan pozostawić kurtki w autobusie uznali, że "nie, nie w tym, żebym miał na kolanach trzymać" - tymczasem dzielny kierowca pomknął w kierunku teatru, trafił nawet bez problemów (ile w tym zasługi trzech pilnujących go uczestników wycieczki nie wiem), po czym ignorując znak zakazu wjazdu powyżej 3,5 tony wpakował się na uliczkę i utknął

teatr było widać, uznaliśmy, że dojdziemy, ale drzwi nie otwierał najwyraźniej planując dowieźć nas na widownię

po pięciu minutach proszenia go o otwarcie drzwi wreszcie się poddał i nas uwolnił, poszliśmy dziarsko mając równo gdzieś, jak on się teraz z tej uliczki wycofa

po uprzednim umówieniu się na konkretną godzinę w konkretnym miejscu

szczęściem się nie spóźniliśmy, tygrysy ubawiły się jak rzadko, trzeba oddać aktorom Teatru Komedia, że są mistrzami, bo rozśmieszyć niewyspane, przemarznięte i w dodatku z natury wredne i złośliwe stworzenie jakim są tygrysy to jest wielka sztuka

równa tej, jak (ujmując rzecz jasna kulturalnie ) potężne zirytowanie ich w dzień wolny, co udało się kierowcy

który o umówionej godzinie śmignął po drugiej stronie ulicy w celu zawrócenia, tym razem zajęło mu to piętnaście minut

swoją drogą tygrysy zazdroszczą kierowcy opanowania, same jadąc do Bobowej spieprzywszy jakoś o połowę mniej rzeczy miały chęć się poryczeć i zawrócić, gdy tymczasem kierowca był wesolutki, uśmiechnięty i ogólnie zen - włączył nawiew zamiast ogrzewania, właczył radio i wysłuchał wiadomości o morderstwach, ofiarach śmiertelnych wypadków i przegranych meczach po czym pomknął w stronę Konina

pilnowany oczywiscie, żeby nastawił GPS na ten właściwy, a nie ów pod Lublinem czy jakiś inny z kilku pomniejszych w innych stronach świata

następnego dnia po sprawdzeniu kaloryferów i uruchomieniu pieca tygrysy postanowiły wygrzać się za wszystkie czasy w ciepłej wodzie

i siedzą aktualnie pod poduszką elektryczną usiłując rozgrzać zawiany prawy bark, poduszka odziedziczona po panu Orce jest jedynym źródłem ciepła, bowiem po wejściu do wanny skonstatowały, że to zimno, które uznawały za prywatne odczucia człowieka przeziębionego i przewianego jest jednak niedziałającym piecem

chytrus pochodził całe pól godziny i mu się znudziło, ciepłej wody starczyło na namoczenie tygrysów przed ostatecznym oblaniem ich wodą zimną i ponownym wyłączeniem kaloryferów

23:03, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 stycznia 2016

zamówiłam grubo przed świętami kredki, dzwonią, że niestety, ale, nie zdążą, przed świętami nie zdążą - odpowiadam zgodnie zprawdą, że ti nie na prezent

ale pewnie by pani chciała na Gwiazdkę - nie, nie jestem dziecko, Gwiazdka to nie koniec świata, poczekam

zamówiłam cztery książki, jeden mail, że nie ma jeszcze dwóch, drugi mail, że nie ma, w końcu widać stres ich zeżarł, bo dzwonią z przeprosinami - no dobra, jak wydawca olewa księgarnie, to księgarnia nie urodzi, wydawca szczur, nie jestem dziecko, mam inne książki, poczekam

patrzę wczoraj przez okno

i widzę, że napadało, czyli

1.musze to z samochodu odgarniać

2. pies mi się tego nażre i przeziębi gardło

3. musze albo z łopatą popylać, albo komuś zapłacić za odśnieżenie miejskiego chodnika, albo zapłacić gwardii królewskiej mandat za niesprzątnięcie czegoś, co nie jest moje jakbym chciała tam coś postawić, ale jak coś tam spadnie, to należy do mnie a na miejskim leżeć moje nie ma prawa

4. musze uważać, żeby się nie wywalić

5. albo nie zaryć mamutem

6. do tego jak stopnieje, to będzie gnój i chlapa

sorry, no... nie jestem dzieckiem, nie lubię śniegu...

do tego jakoś bardzo zimno, za bardzo wręcz - piec zdaje się do jakichś związków należy, bo pracuje tylko osiem godzin w dni pochmurne, w dni słoneczne najwyraźniej producent założył, że słońce nagrzeje... po tym, jak serwisant mi oznajmił wyniośle, że to ja mam się dostosować do godzin grzania ciepłej wody to mnie już nic nie zdziwi

więc się dostosowuję i do godzin grzania kaloryferów -wywlokłam z szafy Starszej jakieś białe giezło - coś, co albo ona kupiła, albo ja, ale że szyte na niemiecką babę 190 cm/190kg i w barach szeroką do włożenia między ludzi nigdy się nie nadawało

za to mieści pod sobą sweter, do tego sięga prawie do kolan i przyjemnie rozgrzewa

a że wyglądam jak Kargul w siermiędze to druga rzecz...

22:40, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 stycznia 2016

och, nie ma to jak dużo wolnego, cisza, spokój, wyspać się można

taaa...

przed świętami w kuchni popsuła się lampa, przyjechał fachowiec (tak, TEN fachowiec), cały dzień dłubał, rozdłubał, rozkręcił i zostawił

pierwsze święto, goście o poranku, kawka, srawka, po czym tygrysy wreszcie mogą wejść do kuchni, zrobić żreć psu, upakować zmywarkę z dnia poprzedniego (bo po ciemku się nie da wieczorem), ogarnąć kuchnię, zrobić sobie śniadanie - tak koło południa

drugie święto, to samo

sobota, to samo

niedziela, to samo, goście, kawka, srawka... tygrysy są przeszczęśliwe,  jako te stworzenia lubujące się w ludzkim towarzystwie , bo cóż może być przyjemniejszego, niż ględzenie o polityce, o dupie Maryni, o bliźnich i zmywanie po tym? przecież nie cisza i spokój, koronki i filmy w tv

w poniedziałek do pracy, do tego jeszcze weterynarz, który musiał wyleczyć przekarmioną ciastkami Sonię

wtorek do pracy i weterynarz, goście byli takoż, przeciez przerwa świąteczna, trza się gościć

środa to samo

czwartek to samo.. a nie, w czwartek musiały wcześniej wstać, żeby zdążyć do weterynarza przed praca, bo tylko do czternastej było czynne

ale co tam, odeśpi się i odpocznie, długi weekend przecież kolejny, wstaną se o jedenastej, opędzlują kuchnię przed koncertem noworocznym, na który sobie cały rok zęby ostrzą

wstały se, ale goście już byli, zajrzeli w garnki, wypytali co też tygrysy sobie do jedzenia robią, co też w ogóle robią, no zabawili tygrysy jak umieli

tygrysy poprosiły cichcem Homolkę, żeby spławił gości przed koncertem noworocznym, ale że nie wypadało, to koncertu nie obejrzały, bo jakoś nie widziało im się wsłuchiwać w pojedyncze dźwięki między rozmowami o (patrz wyżej)

sobota - i cóż? gości nie ma (jeszcze?), ale za to FACHOWIEC do lampy się pojawił

jedenasta, po kawce, wziął się do roboty, rozwalił lampę, zajął swoją osobą całą kuchnię, która o pomstę do nieba wołała, bo po ciemku się ogarnąć nie dało, a trudno w sobotę o siódmej się było zrywać, toż weekend...

dwunasta, grzebie, dwunasta trzydzieści, grzebie, tygrysy furii i wścieklizny dostają nie mogąc zrobić żreć psu, sobie i na myśl o tym, że jeszcze chwila, zmrok zapadnie i syfu nawet nie zdążą w połowie ogarnąć - bo fachowiec dopiero drugi dzień grzebie, więc raczej nie zrobi

dwunasta czterdzieści pięć następuje Soni na łapę, no szczęście miał, że jej nie połamał, bo co bym odpowiadała za uszkodzenie ciała to bym odpowiadała, ale co bym uszkodziła, to bym uszkodziła

wreszcie o pierwszej sielankową ciszę spokojnego przedmieścia rozdarł potężny ryk, żeby do k... nędzy skończyli na dzisiaj te zabawy, bo chcę wejść do kuchni przed nocą

podeliberowali wyrozumiale, że nic mi się nie stanie, jak sobie  jeszcze poczekam na możliwość uprzątnięcia chlewu po nieproszonych gościach i wreszcie podłączył około pierwszej trzydzieści lampę - usłyszałam, że zmywarka dwa razy piknęła, ale skojarzyłam to później

konkretnie wtedy, kiedy wreszcie po dostaniu się do kuchni, zrobieniu żreć psu, wygarnięciu tynku z podłogi, śmieci ze stołu, umyciu syfu i zapakowaniu jej spróbowałam ją włączyć

ooo, poprzednio to jeszcze nie był ryk, poprzednio to była uprzejma prośba, prawdziwy ryk rozległ się w momencie, kiedy dotarło do mnie, że on tego nie naprawił, on po dwóch dniach dłubania rozgrzebał na tyle, że trafił wreszcie kablem od lampy na jakiś kabel z prądem i podłączył

tyle, że był to kabel zasilający całą ścianę i wszystkie podłączone do niej sprzęty!

wrócił, skomentował pouczająco wyraźnie pod moim adresem, że tak to jest na szybko (przeciez mu nie kazałam kończyć, jeno zostawić)

grzebie, a Homolka siedzi obok niego i się dziwuje, jak to jest, że im dłużej on coś robi, tym dalej mu do końca - widać przemyślał, że lepiej zająć mój narożnik, niż bronić fachowca...

a jutro niedziela, kawka, srawka...bo jakże to, tak dać się komuś zanudzić? 

ps. sobie nic do jedzenia nie zrobiłam, pies miał ugotowane wczoraj, ale mi byłby sprzęt potrzebny, a nie działa... do tego własnie słyszę, że przedłużacz z korytarza się podciągnie, a przeciwporażeniowa coś tam - znaczy się, imprezka potrwa do maja

ps2. piętnasta trzydzieści - "NIECH tygrysy przyjdą i SOBIE sprawdzą, czy IM ta zmywarka działa"  - akt łaski, jak pragnę zakwitnąć, lepiej niech zadziała, zmywania będą mieli mniej

Homolka zrobił kawkę fachowcowi, w szklankach od rana, bo reszta utknęła w zmywarce, a te się i tak nie zmieściły

ps3. o piętnastej pięćdziesiąt tygrysy odkryły, że nie chodzi piec - nie chodził już od południa, tylko zanim wystygły kaloryfery i zanim wystygły tygrysy, to ów fakt pozostawał niezauważony

... 

14:31, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 grudnia 2015

tak jest i się nie zmieni, tygrysy podobnież jak świąt nie lubią przełomu roku

fajerwerki lubią, owszem, przez pól godziny o pólnocy, ale kretynów, którzy od Wigilii MUSZĄ sobie walnąć jakimś bździdłem, które poza hukiem żadnych efektów nie dają nie rozumieją

no chyba, że echo zwielokrotniające ów huk w pustym łbie daje jakiś haj wprawiając czaszkę w drgania - bo co to ma za sens?

tygrysy są zadeptane przez stado kotów, które po każdym wystrzale robią ogromne oczy i próbują się całym sobą w ludzia wcisnąć - od tygodnia jestem promenadą i kwaterą azylantów

a pies? Bej, Perełka i Aza mieszkali tu za czasów, kiedy na osiedlu nie było prawie domów, więc kanonady w dzisiejszym nasileniu je ominęły, Luna głuchła od petard i chowała się w ciemne kąty, Tuńczyk był zdegustowany i próbował trzymac fason, Chiara uwielbiała huki i błyski, pan Orka właził pod nogi

a Sonia? a Sonia stoi przy oknie i  drze się na każdego, kto walnie - tygrysy żałują, że nie mają pustej czaszki, miałyby dzięki psu jeszcze lepszy haj, niż ci w parku od samych petard ...

tygrysy wiedzą, że marudzeniem sprawiają wrażenie pozbawionych fantazji staruchów, którzy w swoim zgorzknieniu najchętniej odebraliby ludziom radość

nie, nie, skądże znowu, po prostu wolałyby, żeby ci, którzy kupują fajerwerki i nie dają rady wytrzymać do sylwestra zabawiali siebie i swoje dzieci pod swoim domem, a nie szli pod cudzy,  żeby sie matka i żona nie zdenerwowała hałasem

a teraz właśnie nadeszło to pól godziny, kiedy wreszcie polecą te wyczekiwane i najładniejsze, więc tygrysy idą się pogapić :)

przy okazji życząc wszystkim i sobie 2016 roku bez bólu łba i wrednych nastrojów :D

23:57, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 grudnia 2015

od jakiegoś czasu tygrysy wytrwale odchamiają się chodząc do kina na (re)transmisje baletu z Teatru Bolszoj

zwykle kameralnie na widowni, więc  i ludzi po trochu się kojarzy, bo zwykle ci sami

dzisiaj wyjątkowo, bo "Dziadek do orzechów", naród poczuł ducha świąt, ruszył tłumnie i rodzinnie, tyle naraz na widowni nie uskładałoby się ze wszystkich poprzednich transmisji

tygrysy nie kryją się z tym, że ludzkie towarzystwo jest jednym z ostatnich warunków tygrysiego szczęścia, ale jak mus to mus, przelazły kawał drogi z parkingu, bo pod kinem miejsce i owszem by na upartego było, ale wolały nie ryzykować, że zostaną z remontem rozbitej mamuciej dupy na święta, przełom roku, inwentury - wystarczy, że się logistyka nabywania świeżego mięsa dla psa wali

sprawdziły komórkę, bo nie lubią na siebie uwagi zwracać tym, że im sie w czasie mszy pogrzebowej podczas minuty ciszy telefon rozedrze z dziarskim "Everybody" i usiadły

ciemno się zrobiło, dwie panie koło tygrysów najwyraźniej uznały, że tylko muzyka to można rozmawiać, parę osób na sali takoż zdaje się na dialogi jeszcze czekała

wtem! odwraca się pani z rzędu poniżej, znana tygrysom już dobrze z poprzednich odchamiań i rzecze donośnie " może panie nie zauważyły, że już muzyka leci, ale ja przyszłam jej słuchać, więc proszę się zamknąć!"

treść i owszem pożądana, ale forma lekko zbiła z tropu tygrysy, które choć dosyć nerwowe i z repertuarem słownym bogatym to tego typu ciężką artylerię wytaczają zazwyczaj po klęsce rozmów pokojowych - pomacały dla pewności telefon, żeby upewnić się, że wyciszony (co by ewentualnej zjebki nie dostać) i w ciszy jaka zapanowała poczęły po swojemu odlatywać, jak zwykle patrząc na balet

ale - jak to u Hitchcocka - wyrwał je z rozmarzenia po jakichś dwudziestu minutach sygnał telefonu, nie tygrysiego, w końcu sprawdzony dwukrotnie, ale i tak zamarły, bo telefon dzwonił bardzo blisko i tylko czekały na wygłaszane donośnym głosem z wysokości ochamienia swego uwagi pani, co jej słuchac nie dają i mają się pozamykać - tak zgodnie z panującym ostatnio duchem świąt, miłości bliźniego i chrześcijańskiej wyrozumiałości

szczęściem nic takiego nie nastąpiło, pani po prostu wyłączyła swój telefon, pozostawiając duch tygrysi tarzający się w piachu i wyjący ze szczęścia, jak to ów wredny i złośliwy duch zwykł czynić w takich sytuacjach 

"Proszę pana, pewna kwoka..." J. Brzechwa

20:16, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »

jeśli ktoś kiedyś natrafi na film z kotem, gdzie jest mowa o niebieskim dywaniku, to o link poproszę

mistrzostwo świata w podkładaniu głosu pod kota

chociaż... gdybym tak pod swoje próbowała, to może też by nie były takie ostatnie - Frycek właśnie krąży po pokoju patrząc na swoją śpiącą mamusię, siostrę, brata i na mnie nieruchawą w fotelu i nad jego głową wyświetlają się dymki "może byśmy pobiegali, może byśmy chrupków pojedli, może byśmy coś zrobili, bo KURDE NUDNO!!!!"

kilka dni temu rano Śnieżka dawała mi do zrozumienia, żeby kuwetkę przed wyjściem mieć na uwadze, miałam na uwadze, a minutę później zobaczyłam Frycka w kuwetce i siedzącą tuż przed nim Śnieżkę z czachami w oczach i wypisanym na nosie tekstem "ŚWIEŻY ŻWIREK...."

kołowrotka nówki jak nie miałam tak nie mam, czekam teraz na odpowiedź, kiedy być może - a odpowiedzi nie ma - być może korespondowanie w języku obcym dla obu stron utrudnia sprawę -ale wyraźnie (przynajmniej tak mi się wydaje, że to wyraźnie było) napisałam, że do mnie można po czesku, bo zrozumiem, tylko nie odpowiem...

w rezultacie miszcz upolował dla mnie jakiegoś przechodzonego śrupa z duszą, jak mi dusza poprzedniego właściciela się z moją nie dogada to znowu będzie lipa

co ja poradzę, że mam problem z używanymi rzeczami? zresztą w drugą stronę to też działa, mój poprzedni samochód był bardzo honorowy i ktokolwiek się o nim źle wyraził, ten miał jak w banku guzy na głowie przy wysiadaniu albo przycięte palce - a pośrednikowi, który go kupił i zamierzał młotkiem klepnąć w jakąś część musieli palec w szynę wsadzić po tym, jak tym młotkiem klepnął

i niech mi się taki złośliwy kołowrotek trafi? pokłuć się co prawda nie ma czym wbrew legendom, ale dość tam jest części, którymi można sobie krzywdę zrobić

no niby nabyłam wrzeciono do czasu sprowadzenia kołowrotka, ale zainteresowały się nim koty i teraz bardzo nieprzychylnie na mnie patrzą, kiedy próbuję używać czegoś, co uznały za swoje (jak trzy podprowadzone mi śliczne kocyki polarowe na przykład, pod swoje tyłki pokładli i oddać nie chcą)

więc i się cieszę na ustrojstwo i trochę obawiam zarazem...

jakiś kot na balkon przyszedł się najeść, Bezik przez drzwi mu coś oznajmia, do dubbingu najpewniej starczyłyby trzy najpopularniejsze przerywniki - kiedy ja temu kotu wytłumaczę, że to mało elegancko wyganiać głodnego od miski?

a Sonia ma cieczkę, dostała ją sobie tego samego dnia, kiedy Homolka odżałował nowiutką pościel i przeznaczył do użytkowania :-x ma psina wyczucie...

u niej najpopularniejszy tekst do dubbingu to niezmiennie "ojtam, ojtam..."

00:30, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 grudnia 2015

tygrysy jakieś ostatnio zgęziale są - własnie zdobyły receptę na hormon, co to mają przepisany, ale używać mają w zależności od samopoczucia

samopoczucie od jakiegoś czasu było całkiem całkiem, hormon sie przeterminował

teraz albo by do miasta na p do endokrynologa, albo do rodzinnego, gdzie oprócz lekarza w gabinecie można w ramach bonusu złapać jakąś francę w poczekalni, albowiem tygrysy słabo odporne, a sezon na zarazki w pełni

tygrysy zakombinowały z lekka i ominęły konieczność jazdy i wizyt w zadżumionych  poczekalniach - jutro sobie golną hormon i zobaczymy, czy samopoczucie podskoczy

jako dowód na spadek ogólnej kondycji, w tym umysłowej, może posłużyć ostatni eksperyment pt. czy ciągle mam uczulenie na kokos przeprowadzony przy użyciu jednego ciastka, a potem dwóch claritin i dwóch wapn...

a i tak efekt był piorunujący, najpierw uczucie, jakby mi ktoś buciorem na żebrach stanął, następnie chrypa, kaszel nawet nie, ale oczy i nos nie zawiodły, do tego dostałam kopa po węzłach chłonnych w okolicach szczęki, w efekcie czego prawe ucho rozswędziało mnie solidnie powodując chęć przelecenia go wangogiem, a zakończyło się temperaturą 38

podsumowując, kokos mi ciągle szkodzi... ciekawe jaki by był efekt bez odczulaczy, ale pozostawię to sobie w sferze domysłów

A JA TAK LUBIĘ RAFAELLO!!!!! 

tygrysy prząść się nie tyle nauczyły, ile liznęły podstaw w ilości wystarczającej do stwierdzenia, że im się to cholernie podoba, a teraz korespondują z czeskim sklepem po angielsku, co by kołowrotek  nabyć

a że tygrysi angielski nie osiągnął jeszcze poziomu uprzejmego, a zaledwie konkretny (kolejny po komunikacyjnym podstawowym), więc nie znając uprzejmych form konkretnie napisały, że wolą długo czekać, niż kupić ten, który sklep ma na stanie i im proponuje

ot tak i po prostu... 

kolorowanki za to mogę juz w metrach bieżących liczyć, i tak sobie myślę, że gdyby Starsza to zobaczyła, to by spytała z dezprobatą "i kiedy ty to pokolorujesz?" - po czym pod choinkę wsadziła mi największe kredki, na jakie by ją było stać

tym samym mam kolejny argument do uzasadnienia:

1.mojej rokrocznie coraz większej niechęci do świąt

2.nabycia sobie wymarzonego kompletu kredek :-D

hehe...

19:20, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Pomóż ratować tygrysy