RSS
środa, 22 lipca 2015

"jak to jest, że na wsi pies w kojcu siedzi , nikt go nie leczy, a żyje? - takie pytanie mi wczoraj zadano

no cóż, jeden żyje, drugi nie żyje, a na jego miejsce do kojca trafia kolejny

a jak to jest, że jeden człowiek od urodzenia zdrowy, a drugi sie leczy całe życie?

noooo, oki, że ja się nad ta moją żywiną trzęsę to druga rzecz, ale na sześć suk, jakie dotąd miałam tylko obecna notorycznie uraja sobie ciąże

pod znakiem zapytania stanął mój wyjazd na festiwal Słowian na Wolinie, bo jeśli psu sie nie odwidzi, to nikt poza mną nie poda jej lekarstw, nie będzie tropił i wyrzucał jej z uwitych gniazd, o okładach cycków ogarniętych stanem zapalnym nie wspomnę

mam nadzieję, że mimo wszystko daleko mi jeszcze do masowania jąder, żeby reproduktor miał pokazowo równe, o czym tu niegdyś wspominałam

na razie po trzech dniach całkowitego psychicznego odlotu Sonia przypomniała sobie o jedzeniu, może to znak, że idzie ku dobremu

do tego po nawałnicy, jaka sie tu przetoczyła nie działa PIEC, wczoraj nie było ciepłej wody, zresetował sie elegancko, wieczorem była, rano znowu nie

serwisant przyjedzie jutro, oby naprawił od ręki - jak mu tylko zaczęłam adres dyktowac począwszy od miasta, to ulicę dopowiedział sam, a 100 km od nas mieszka

ale przecież nasz piecyk to stały klient... a obok stoi ów stary poczciwina, na trzy guziki działający - odłączony, choć w pełni sprawny

jak ja za nim tęsknię! a tego nowego to nawet kopnąć strach

aha, zapomniałabym, odlewy zaczynają bieleć również od spodu, więc może już za tydzień doschną ostatecznie - dzisiaj popróbuję, czy z wody pokolorowanej farbą wyjdzie kolorowy odlew

chyba, że mnie wcześniej  duchota wykończy

14:30, mojetygrysy
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 lipca 2015

tak czasem jak wpadam na bloga, to mi się oko zawiesi na tytułach ostatnich wpisów innych ludzi

i tak czasem okiem rzucę

i dzisiaj tez rzuciłam, bo się rękodzielniczo zapowiadało

było rękodzielniczo i owszem, ale okazało się, że autorka wykonuje serweteczki, wdzianka z moteczków bawełenki, skromniusie firaneczki, odzóbeczki i ozdupeczki itd przeważnie szydełeczkiem trzymanym w rączce

wyrzygał się z przeproszeniem tygrys i wrócił na swoje - w opisywaniu wszystkie te słóweczka słodziuśkie świadczące zapewne o dziecięctwie autoreczki malusiej mi popodkreślało na czerwono

zaczął się tygrys w odlewy z gipsu bawić, wyczytał instrukcje, zrobił dokładnie, gips był gęsty, nie odpowietrzył się dobrze i dziurawe powychodziło - ale wyschło w 10 dni

no to stwierdziłam, że chlupnę więcej wody, gips sie odpowietrzył, ale odlewy mokre

na tych dziurawych wyschniętych zaczęłam sobie próbowac farby, pisaki, mazaki, kredki itd, kupując różne dziwne i mniej lub bardziej dziecięce przybory plastyczne

a odlewy mokre

farba wsiąkała, kupiłam grunt, pędzle za grube, kupiłam cienkie, cienkim trudno, nabyłam pisaki, pisaki za grube, nabyłam cienkopisy

wszystko lezy i czeka

a odlewy mokre

żeby sie lepiej detale malowało, nabyłam lampę z lupą, żeby nie mazało, nabyłam werniks

a odlewy?

no mokre, mokre...

pomyslałam, że jakby brokaty nabyte na promocji wypróbować z klejem, to może by co wyszło - wzięłam kolejnego dziurawego, wyszło

a odlewy mokre

ciekawe, czy kiedyś wyschną... bo juz mi świta temat kalkomanii do paznokci...

z nudów wiedziona chęcią czynu po 15 dniach czekania zrobiłam kolejne odlewy - może na wrzesień wyschną

 

 

16:02, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lipca 2015

stary Homolka właśnie płuca wypluwa w kuchni sugerując Soni, żeby sobie poszła

albowiem Sonia ma taki zwyczaj, że jak widzi Homolkę, to piłki jakoś same wypadają z pyska, same się toczą pod szafki, a potem jest wycie, żeby Homolka je wyciągał

nawet kijek sobie specjalny zakrzywiony sprawił, ale i tak na podłodze się musi nieźle powyginać

kiedyś widziałam, jak Sonia nie tracąc z nim kontaktu wzrokowego łapą tę piłkę upychała pod zlew

a własnie Homolka z bratankiem swoim sobie kolacyjkę urządzili, Sonia oczywiście nie dała się wyprosić z kuchni, gdzie ma dwóch ludziów do zabawy w szukanie piłek

mnie nigdy nie funduje czołgania się z kijkiem po podłodze, uważam, że to oznaka głebokiego szacunku i bycia moim kumplem

dzisiaj stojąc pod bramą i nie mogąc wjechać, póki pies po ogrodzie biega (bo pies szuka okazji do pryskania w miasto, jak tylko brama jest otwarta i do tego ma przemiły zwyczaj skakania na przechodniów, histerycznie wyobrażam sobie jakąś pięcioletnią buzię przeoraną) patrzyłam, jak Homolka nawołuje psa

a psa nie ma

Homolka idzie za dom, synchronicznie od drugiej strony pojawia się przed domem pies, patrzy na mnie z miną głownego organizatora, że muszę poczekać, ażi ludź ją zamknie, ale to potrwa, bo cholernik gdzieś polazł i ona musi go znaleźć - jak ją znam wystawiała łeb zza domu dla upewnienia się, czy już poszedł jej szukać

i prawie kręcąc głową z dezaprobatą idzie po Homolkę, po czym doprowadza go wygrażającego w jej stronę pięścią , oczywiście pies kroczył z wymalowaną na pysku zdegustowaną miną, że o co te pretensje...

baaaardzo ją lubię, cwaniaczka moja :-)

22:05, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lipca 2015

tygrysy, które talentu malarskiego za grosz nie mają umyśliły sobie wziąć się za coś, co chyba go wymaga

pomijam, że zrobiły błąd zamawiając farby w upał, co zaowocowało przeogromnym zdumieniem przy odbiorze paczki - ale chyba tylko upał mógł spowodować przekonanie, ze tubka 75 ml jest mniejsza od 12 ml

albo tygrysy półślepe w zaparowanych okularach widziały 7,5... grunt, ze są dumnymi posiadaczami ogromnej skrzynki farb

akurat w kwestii mieszania kolorów i łączenia kompleksów nie mam, ale technicznie w rozwoju malarskim zatrzymałam sie na wczesnej podstawówce

ale - mam chęć, to sobie malować będę, historia zna takich, co talentu nie mieli i kompleksów też nie :-)

łapy mi się trzęsą, to raz, dwa, że w stresie przez byłego lokatora byłam i nerwach,  grunt, że przy pierwszej próbie oprócz tego co pomalowane być miało ozdobiłam własne palce, czoło, jednego kota i obrus i poczułam się młodsza o trzydzieści lat

do tego mam fazę na Bad Boys Blue, słucham ich w kółko w ramach zagłuszania sraczki mózgowej i zamierzam ćwiczyć nieprzejmowanie się tym, czy to co zrobię spodoba się innym

bo tak na serio-serio mi to bardzo ostatnio potrzebne, takie ćwiczenie i coś czuję, że bardzo mi się ta umiejętność przyda

poza tym, może przy czymś co wychodzi mi żenująco docenię wreszcie wszystko to, co wychodzi mi po mistrzowsku, bo i z tym mam problemy...

14:42, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lipca 2015

co prawda przyjechał jak Rambo, ale na niewiele mu sie to zdało

nawet łapę wyciągnął na przywitanie, subtelnie bardzo najpierw do rzeczoznawcy, potem do mnie

rzeczoznawca go podjął bardzo wyrozumiale, wszystko mu wytłumaczył, wszystko mu pokazał, łącznie z protokołem i pieczątką, po ujrzeniu której były lokator zaczął się na wszystko zgadzać

krzywdy swoje wyliczał co prawda, że odśnieżać musiał ( tylko jak pytałam, czy mam kogoś przysłać to zapewnił, że dadzą rade)

na koniec sie zaczął powoływać na znajomości z jakimś Czesiem czy Rysiem w jakimś wydziale, dopominać o potwierdzenie, że panele były najtańsze z najtańszych, a budynek w ogóle jest źle postawiony

tu rzeczoznawca aż mrugnął ze zdziwienia, bo jakkolwiek można sie zgodzić, że panele najdroższe z najdroższych nie były ( a to akurat powinien sie cieszyć, bo tarcia kółkami od foteli biurowych najtańszych z najtańszych i takie by pewnie nie wytrzymały i dopiero by miał koszty wymiany) to założenie, że w środku miasta i to na terenie pod nadzorem konserwatora można sobie samowole budowlane uprawiać stawia pod znakiem zapytania świadomość mówiącego

budynek swoją drogą stoi w ciągu innych pozlepianych ścianami, siedem sąsiednich najwyraźniej tez stoi źle

żeby nie było, tygrysy cały weekend miały miękkie flaki jak przed decydującym egzaminem, nie były wcale pewne czy się były nie będzie stawiał, za to są pewne, że same bez wsparcia owego rzeczoznawcy tak gładko by podpisania protokołu nie wymusiły i wesoło im nie było

mimo to mało nie ryknęły śmiechem na widok miny owego rzeczoznawcy, który patrząc na faceta  stawiającego duże kroki po zniszczonej podłodze - najpierw wyraźnie nie rozumiał, co się dzieje, potem zrozumiał i opanowawszy się powiedział "ma pan dalmierzem zmierzone, nie musi pan krokami..."

i okazało się, że on miał jeszcze trzeci klucz  przy sobie, co traktował jako rzecz oczywistą, a co mnie zadziwiło i nawet spytałam ku jego zdumieniu, jakim prawem

bo jakkolwiek tygrysy sa dumnymi posiadaczami owej nieruchomości od lat kilkunastu, to z racji ciągłego wynajmowania jej komuś nigdy nie czuły sie u siebie, bo wstęp wolny miały na klatke schodową i jedynie rachunki płaciły i rachunki przynosiły

jednak w chwili, kiedy musiały o ową nieruchomość zawalczyć poczuły sie wreszcie pełnoprawnymi właścicielami i wielce je zdziwiło, jakim cudem kto inny ma to samo poczucie własności i nie widzi nic nieprawidłowego w tym, że zachowuje sobie zapasowe klucze mimo opuszczenia lokalu

po czym on się zadziwił, bo zamki były wymienione, ale -tu wyraźny postęp w relacjach - o to jakim prawem to zrobiłam, już nie spytał

:-D

ps. ale to nie koniec niestety, jeszcze musi ów remont zrobić...

ps2. koszt wynajęcia rzeczoznawcy jest mój, ale myślę, że pradziadek mimo konieczności naprawy płotu był również usatysfakcjonowany...

12:51, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lipca 2015

od rana tygrysy sa na wojnie - lokator wynajmujący lokal od tygrysów z dniem 1.06. na piśmie zrezygnował, przy czym się nie wyprowadził

ponieważ znalazł się kolejny, umówiłam sie, że poprzedni ma opróżnić z gratów wspomniany lokal i przekazać klucze nowemu, co tez miało miejsce pod koniec czerwca

po  czym dzwoni nowy, że lokal ma zniszczona podłoge, powiercone ściany oraz - co tygrysy stwierdziły już wcześniej, obita jest ściana na klatce schodowej do żywego, sliczna optymistycznie żółciutka dwukolorowa ściana zaraz przy wejściu obita jak w melinie po noszeniu wielkogabarytowych towarów

no bywa, uznałam, że człowiek z człowiekiem po to ma gębę, żeby sie nią dogadać, zadzwoniły raz, dowiedziały się, że gościu "na wyjeździe", zadzwoniły drugi raz i próbowały polubownie

usłyszały, że

-brał lokal z brudnymi ścianami ( na co padła odpowiedź, że owszem, ale sam wyszedł z propozycją, że jesli mu daruje pierwszy czynsz, to on go pomaluje, więc brał z czystymi)

-że ścianę na klatce podrapać mógł każdy (owszem, ale tynk odchodzi wraz z jego reklamą, więc nawet niepodrapana i tak jest uszkodzona)

- że mogę SE rachunki wysyłać ( nie se tylko jemu wyślę)

- że jak jego zalało, to ja mu szkód nie pokryłam (pytałam co mu się zniszczyło, powiedział, że nic)

-że panele sa za słabe "na zakład" (to trzeba było zabezpieczyć, albo tego argumentu użyc przy braniu lokalu)

-że nie było prądu w kuchni (trzeba było zgłosić)

-że mogę iśc do sądu jak chcę ( nie ja chcę tylko on)

i tak od rana w tym duchu toczyły sie rozmowy, z których wynikało, że on mi nie ma zamiaru płacić i czuje się wygrany, ponieważ zdaje się miał przekonanie, że nie moge zrobić remontu, póki sąd nie orzeknie jego winy, a to będzie trwało latami, więc nie opłaci mi się trzymac lokalu tyle czasu pustego

pojechał do jego nowej siedziby nowy próbując sie dogadać, kto i co i kiedy tam bedzie robił, to mu ZABRONIŁ wchodzic do srodka, ponieważ on nie ma podpisanego przeze mnie protokołu zdania mi lokalu, więc lokal jest jego

po czym zadzwonił do mnie

ponieważ zleciłam już wykonanie rzeczoznawcy sądowemu ekspertyzy potrzebnej do ewentualnego sądu (skoro sobie tak były lokator życzy) byłam przekonana, że rzeczoznawca do niego zadzwonił i wyłuszczył mu wysokość ewentualnych kosztów nie tylko remontu, ale i ekspertyz oraz procesów - więc odebrałam

i usłyszałam informację, że jakim prawem ja wynajęłam nowemu lokal, którego wynająć nie mam prawa, ponieważ lokal jest ciągle  JEGO i on idzie na policję to zgłosić, bo ja wynajęłam lokal, gdzie on miał jeszcze towar i zginęły mu dwa piece wystawowe o dużej wartości

odpowiedziałam, że niech idzie na tę policję, ale do mnie więcej nie dzwoni, bo tylko dlatego odebrałam, ponieważ naiwnie sądziłam, że chce się porozumieć

a z kimś to się zachowuje jak dziecko rozmawiać nie będę i się rozłączyłam w jego pół słowa

doszłam do wniosku, że najwyraźniej sądzi, iż skoro podpisałam wypowiedzenie z datą 1.06 i od tego dnia wynajęłam nowemu to jestem przestępcą, poprosiłam nowego, żeby nie ujawniał mu informacji, że nasza umowa ma obowiązywać od pierwszego sierpnia, bo dałam mu czas na zagospodarowanie się - niech tamten myśli, że wynajęlam lokal z jego świętym towarem

po czym poinformowałam rzeczoznawcę, jak sie sprawy mają,że facet najwyraźniej oszalał od upału, albo co,  zadzwoniłam do radcy prawnego, czy się tym zajmie i upewniłam się, że nie mam obowiązku z byłym lokatorem o niczym już rozmawiać

dobijał się do mnie, zrzucałam na drzewo połączenia, w końcu zadzwonił nowy, że były chyba zmiękł, bo prosi o spotkanie, żeby to jeszcze raz omówić (bo chyba ów rzeczoznawca w końcu do niego zadzwonił)

a nowy panikuje, bo pod wymiar do lokalu meble zamówił, i w tym wszystkim się przestraszył, że ani lokalu mieć nie będzie, ani nawet jak znajdzie, to meble mu pasować nie będą

no to mu powiedziałam, że on ów lokal dostanie, bo rzeczoznawca dzisiaj albo  w poniedziałek go podjedzie wyceniać, a jeśli tamten czeka na odpowiedź ode mnie, to jeśli byłby uprzejmy poinformować go, że ja z nim  od rana próbowałam się dogadać, ale w chwili, kiedy nazwał mnie złodziejką i straszył policja skończył się czas i na ugody i nawet na rozmowy ze mną i we wtorek skontaktuje się z nim radca prawny, z którym odtąd rozmowy może sobie prowadzić (na swój koszt wedle swojego życzenia)

normalnie tekst jak w hamerykańskim filmie :-D

a jak nie ma zyczenia mu przekazywać tego, to niech powie, że czasu nie mam

i jak to tygrysy, co mordę mają wielką, ale za nią odwaga równie okazała jak dom za fasadą  na Dzikim Zachodzie teraz oczywiście sie już waham, czy słusznie postąpiłam - ale honor wart więcej dla mnie, niż te całe remonty i kurde krew pradziadka sie we mnie odezwała

a pradziadek przypominam do znudzenia, własny płot zniszczył, ale sąsiada sprał

pewnie w grobie by sie przewrócił, że jego prawnuczka pozwoliła się nazwać złodziejem i potem poszła na ugodę, bo ktoś tam ochłonął i uznał, że nie dała się baba głupia zastraszyć, to łaskawie możemy się ugadać

więc proszę o kciuki, żeby się dobrze skończyło

ps. kolezanka prawniczka twierdzi, że mam prawo mu wręczyć jeszcze rachunek za kolejny miesiąc, kiedy te graty tam  trzymał a nazwanie złodziejem to pomówienie...

14:42, mojetygrysy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 25 czerwca 2015

tygrysy mają najwygodniejszy sposób siedzenia po turecku na dwóch zestawionych przodami fotelach - na jednym tkwią tygrysy, na drugim zabawki wszelakie, poręcze i oparcia zwykle zajmują koty

coś jak Arka Noego

siedzą sobie tygrysy i widzą jak na poręczy pojawiają się dwie białe łapki, co wyklucza jedynie Lucka, bo on ma rude

ale jak już się pokazał w ślad za łapkami czarny łepek z zielonymi oczami to już problemów nie miałam

ale łepek miał, co wyraził i zakończył znakiem zapytania

"nie ma tu mamusi" - odpowiadam, bo Śnieżka to jest mamusi córunia, bez niej nie zaśnie, tylko mamusia jej może uszy lizać i najwyraźniej po obudzeniu się w jakimś kącie stwierdziła, że mamusia znikła i natychmiast ruszyła na poszukiwania

MIAU? - indagował łepek

"na parapecie jest" powiedziałam i machnęłam ręka w stronę jednego z dwóch parapetów

i szok przeżyłam, bo Śnieżka odwróciła się  i popruła we wskazanym kierunku

cholery rozumieją więcej, niż człowiek jest sobie w stanie wyobrazić...

12:19, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 czerwca 2015

myślisz, że widzisz dno? poczekaj, na pewno ktoś od spodu zapuka

"Witam,przypuszczam, że pomysł wgrania do paczkomatów "zabawnych" tekstów został zaaprobowany i jednostkowa opinia nic nie zmieni, ale po dzisiejszej przygodzie sto razy się zastanowię, czy zapłacić Wam za  zrobienie z siebie widowiska. Paczkomat zarykujący się "dowcipami" na pół ulicy spowodował, że przechodnie ogladali się, a ja czułam się jak cyrkowa małpa. Może z boku było to zabawne, ale jako klient firmy nie lubię być narzędziem do zabawiania gawiedzi moim kosztem. Osoba czekająca za mną miała dokładnie to samo zdanie. Zajmujecie się kretyństwami, ale sprawdzić, czy odebranie paczki przed zachodem słońca bez użycia parasola zasłaniającego monitor to już wyobraźnię przerasta. Żałosne, żenujące i denne traktowanie klientów. Oczywiście nie sądzę, żeby firma zachwycona na tyle z takiego pomysłu, żeby go wdrożyć przejęła się zdaniem byle użytkownika. A raczej byłego użytkownika. Szczęscia na nowej drodze. Była klientka inpostu."

własnie wysłałam to do inpostu po tym, jak musiałam odebrać dwie paczki z paczkomatu

słońce waliło równo za plecami, więc nic nie było widać na ekranie, prawie wlazłam w szybkę, znalazłam przycisk, na co z głośników radosny głos słyszalny w promieniu dziesięciu metrów ryknął sobie dowcip o kimś, kto przychodzi po paczkę, a paczki  nie ma

no ja akurat nie lubię być w centrum zainteresowania, klaun próbujący mnie wywlec na arenę najpewniej dostałby w gębę i to na serio, jak mu płacą za zabawianie, to niech zabawia, ale nie mną - tu w gebę dac nie miałam komu, więc ku radości faceta stojącego po swoją paczkę poradziłam paczkomatowi, żeby zamknął ryj - być może gdybym miała świadomość obecności faceta, to bym się powstrzymała

paczkomat zażadał numerków, cyferek czy czegoś tam, poczułam się jak gimbazowy debilek, w strachu, żeby w oczekiwaniu na owe numerki nie odezwał się mało komórki nie upuściłam

drzwiczki się otworzyły, paczkomat ryknął  z żalem, że musi się z paczką pożegnac, życzył jej szczęścia na nowej drodze życia, mnie podsumował czas odbioru i proponował pobicie rekordu następnym razem

miałam dwie paczki, więc strzeliłam dubla dla publiczności, facet zgodził się ze mną, że żałosne to wszystko, westchnął i z miną człowieka idącego w paszczę lwa podszedł do monitora

zabawa jak na weselu, gdzie wszyscy siedzą i udają, że nie słyszą, jak pijana orkiestra w samozachwycie bawi się doskonale wyśpiewując pod adresem pana młodego, że tu "wszyscy wiedzą, żeś kurwiarz gromadzki"

przyśpiewka autentyczna, ubaw porównywalny... widocznie nie mam poczucia humoru :-(

01:19, mojetygrysy
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 czerwca 2015

przez miesiąc mi kilo spadło na wadze

uznałam, ze widać żarcie truskawek i czereśni swoje robi, ale wole być dłużej gruba, niż sobie ich odmówić, za pyrami i makaronami nie tęsknię, ale na widok truskawek i im podobnych moja silna wola dostaje profilaktycznie kopa

chociaz dziwnie dziwne mi sie wydawało, że waga stoi a niezawiązywane przeze mnie troczki od domowych portek coraz dłuższe

i otoczenie twierdziło uparcie, że mnie ubywa, ja tam nie wiem, siebie nie widzę, dlatego nie widok mój mi przeszkadzał, tylko skrzypiące kolana, na kolanach zmiany nie odczułam

ha! ludzie na siłownie chodzą, biegają, rowery, stepery, bajery, a tygrysy siedza sobie przed tv, czólenkiem machają, internet na wyciągnięcie ręki i co?

i okazało się po raz kolejny, że w przyrodzie nic nie ginie, i że tygrysy zgubiły cztery kolejne kilo sadła, ale obrosły w trzy kilo mięśni, czyli nic nie było złudzeniem, kolano ulgi nie odczuło, otoczenie słusznie ubytki widzi, a czyj mięsień mi urósł od tego siedzenia na fotelu to nie wiem

nie wiem po co mi kolejny, bo mam ich teraz ponad 60 kilo, a kolanom zarówno kilo pierza i kilo ołowiu, i wcale zadowolona nie jestem, bo to o nie mi chodzi, a nie o start w wyborach miss przedmieści

nie dogodzisz...

12:38, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 czerwca 2015

tygrysy poszalały ciut-ciut i nabyły Dopiskowi autko Little Tikes, zielonego dinozaura konkretnie

czekał przed blokiem poinformowany, że ma wyglądać na parking, kto idzie, w związku z tym mały zielony (akurat pod kolor był ubrany) ludzik na widok autka śmiał się coraz szerzej, a usłyszawszy, że to dla niego rzucił się i wprysnął do środka z prędkością światła

potem sobie siedziałyśmy z Siostrzanką Starszą na piaskownicy patrząc, jak jej mąż galopuje po chodniku pchając samochodzik, z którego dochodził donośny rechocik

po jakimś czasie dinozaur z wkładem zaparkował koło nas, pytam się dla pewności - podoba ci się samochód? 

Dopisek głową kiwa, myśli intensywnie, po czym składa buzię w dzióbek i wyśpiewuje "tota"

mąż Siostrzanki był przekonany, że młody powiedział "tata", ale po pytaniu pomocniczym "kto ci kupił samochód?" wątpliwości zostały rozwiane, ciocia to ciocia i już

wpadłam do nich na chwilę dzisiaj odebrać upolowaną wątróbkę dla Soni, żeby trochę jej urozmaicić dietę - bo pies idzie do miski z miną zrezygnowaną "nie mów, zgadnę sama" i zaglądając do srodka po chwili patrzy na mnie z wypisanym w oczach słowem "sryż"

wybierali się gromadnie na obiad na mieście, ale Dopisek był mało zainteresowany wyjściem, wyraźnie wolałby zostać w domu 

mówię do niego - "powiedz :ciocia" - a ten przybiera pozycję marmurową, która ma sugerować pozostałym, że jego tu nie ma, on jest daleko stąd, nie widzi i nie słyszy

odczepiłam się w takim razie, ożył i wywlókł puzzle, starzy mu po kolei tlumaczą, że nie będą układać, bo zaraz przecież wychodzą

puenta jasna, wielkie błekitne oczy skierowane w moją stronę i pytające "tota?" wyśpiewane bez namawiania

jak czegoś, kurde, chce , to potrafi...

22:54, mojetygrysy
Link Dodaj komentarz »
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Pomóż ratować tygrysy